» Blog » Pole Widzenia
06-09-2009 23:48

Pole Widzenia

W działach: nie-rpg | Odsłony: 0

Pole Widzenia
Powitanie

Witam wszystkich. Nigdy nie pisałem bloga i myślałem, że nigdy nie będę pisał, ale tak to bywa w życiu, że czasem robimy coś, czego byśmy się po sobie nie spodziewali i jest to dziwnie naturalne. Zaskakująco dla mnie samego, mały flirt z Polterem zmienił się w stały związek, który postanowiłem, z braku laku, uświetnić w taki właśnie sposób: pisząc tę notkę.

A oto powód dlaczego.


Dlaczego

Nie jestem znawcą kina. Nie jestem miłośnikiem nowoczesnych technologii. Nie znam się zbyt dobrze na komputerach. Mimo to, wiedziony ciekawością poszedłem na Festiwal Animacji i Nowych Mediów: „Pole Widzenia 2” w Toruńskim CSW. Nie wiem czego się spodziewałem, ale to, co tam zobaczyłem, było fascynujące.

Dodam, że nie wszystko i fascynujące nie w taki sposób, w jaki mógłbym się spodziewać. Ale to tym lepiej.


Suferrosa

Pierwszy polski sieciowy film interaktywny, autorstwa Dawida Marcinkowskiego. Brzmi nieźle, ale do tematu podszedłem mocno sceptycznie. Usiadłem w niewielkiej kinowej sali i czekałem.

Pojawił się Autor. Młody człowiek, dobrze ubrany, zachowujący się z nowowarszawskim luzem, co przestało przeszkadzać w miarę jak opowiadał o swoim projekcie. To co mówił, wydało mi się interesujące, choć nadal pozostawiałem sobie odrobinę sceptycyzmu, aby ewentualny zawód nie był zbyt dotkliwy.

„My name is Ivan Johnson. I am a private detective…”
Pierwsze klatki filmowego wstępu upewniły mnie, że nie czeka mnie zawód, a zachwyt.

Surrealistyczny, przesiąknięty mrokiem, czarny kryminał, o tematyce oscylującej wokół nowoczesnych problemów: kultu młodości oraz przeciwstawianiu się starości i zapomnieniu. Niezwykle estetyczny w obrazie i dźwięku, wciągający i klimatyczny.

„Who is Rosa von Braun?”
Prywatny detektyw zostaje wynajęty, aby odszukać zaginioną narzeczoną francuskiego biznesmena- Nataszę. Śledztwo kieruje go do tajemniczej kliniki doktora Carlosa von Brauna, jednak nie trafia tam z własnej woli… To właśnie tam, w zakątkach mrocznego szpitala, na dobre rozpoczyna się akcja Sufferrosy.

Ale właściwie… co to jest?
To nie do końca film, bo widz może podejmować decyzje i kierować historię na przeróżne tory.
To nie do końca gra, bo język i estetyka są zupełnie inne niż w przypadku produkcji służących jedynie rozrywce.
Nie wiem czym jest Sufferrosa, myślę, że każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Docelowo, projekt ma się znaleźć w internecie, prawdopodobnie w ciągu najbliższych trzech tygodni. Byłem na premierze małej części nagranego materiału.
To, co widziałem przekonało mnie, że z całą pewnością odwiedzę stronę:

http://sufferrosa.com


Człowiek z kamerą

Byłem wciąż podekscytowany tym, co zobaczyłem na poprzednim seansie. Szczerze mówiąc, miałem wrażenie, że nic nie może przebić wrażenia, jakie zrobił na mnie pierwszy polski sieciowy film interaktywny, ale postanowiłem poczekać. Wyglądało na to, że tym razem będzie to coś zupełnie innego.

A wszystko zaczęło się w 1929 r…

Aleksander Janicki nie mógł przedstawić swojej pracy, gdyż miała być prezentowana na ekranach na dachu budynku, a akurat szalał tam huragan. Dlatego opowiedział dokładnie o tym, co było inspiracją dla jego pracy, a był nią film radzieckiego (właściwie był Żydem z Białegostoku, ale mniejsza o to) filmowca Dżigi Wiertowa z 1929 roku. Nosił tytuł „Człowiek z kamerą filmową”.

Cóż, pomyślałem, ciekawostka. Ruski prekursor światowego dokumentu- ha! I rozsiadłem się wygodnie.

Seans trwał 68 minut i muszę powiedzieć, że zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Oglądałem go z zapartym tchem, zastanawiając się wciąż na nowo, jak to możliwe, że coś takiego powstało 80 lat temu, w Rosji Radzieckiej.

Przy pomocy naocznego dowodu zrozumiałem, że współczesny człowiek, mimo ogromnego bagażu doświadczeń i wykształcenia się tak wielu niewiarygodnych możliwości, nie różni się w swym podstawowym aspekcie- wrażliwości twórczej- od tych ludzi sprzed niemal wieku. Po obejrzeniu tego filmu stało się to dla mnie tak oczywiste, że aż nie mogłem uwierzyć w fakt, że mogłem w to kiedykolwiek wątpić. Że mogłem tego nie wiedzieć.

Film, taki, jakim go Dżiga Wiertow stworzył, był niemy. Muzykę nagrała współczesna, acid-jazzowa grupa: „Cinematic Orchestra”, co tylko wzmocniło mieszaną percepcję obrazu.
Gorąco polecam także i ten materiał.

http://video.google.com/videoplay?docid=-2809965914189244913#

Czasem warto poszerzyć pole widzenia.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.